niedziela, 8 listopada 2009

Szaman Galicyjski i sprawa Aleksieja Leonowa.

Pamiętacie to nazwisko? 18 marca 1965. Ten pierwszy raz.

Dziś będzie, przy łykendzie, o lotach kosmicznych, ale że to daleko, ten kosmos, to o takich tu, na Ziemi.

Kiedy piękna kobieta*) prosi trza się stosować.

Gdzie tu, qurna, na Ziemi znajść ten kosmos? Bo ja już chcę lecieć!

Nie ma nic prostszego. Wystarczy poddać się operacji w znieczuleniu ogólnym. Pacjent na stole operacyjnym, przygotowany do znieczulenia ogólnego, niezależnie od tego jak duża czy mała ma być operacja**), jest jak Aleksiej Leonow, który 18 marca 1965 roku wyszedł ze statku Woschod 2 w przestrzeń kosmiczną. Jak on, tak pacjent jest zależny od kogoś, kto czuwa nad pracą jego organizmu, kontroluje parametry życiowe, dba o dostarczanie tlenu, odprowadzanie dwutlenku węgla, moczu, pilnuje temperatury, ciśnień, stężeń i przepływów zarówno płynów jak i gazów oraz szeregu innych rzeczy, o których pisać nie będę, bo czytający anestezjolodzy bez tego wiedzą, a nie-anestezjolodzy się zakałapućkają, więc po co. Małe i większe rurki łączą pacjenta ze światem żywych, jak Aleksieja ze statkiem. Są jednak pewne różnice pomiędzy pacjentem a Aleksiejem. Pacjent pozbawiony jest odruchów obronnych i zdolności oddychania, a tu go rżną nożamy, wycinają mu różne kawałki, szarpią, ziębią, ot, jak to chirurdzy. W dodatku jest chory i niewytrenowany, a Leonow przeszedł niezły trening, a zwykły katar wyeliminowałby go z lotów.

Po zastanowieniu przyznaję, że pacjent ma gorzej.
Czy zatem jest to bezpieczne? Bez treningu, bez wsparcia sztabu ludzi, ośrodka Houston i tepe?
Tak, bardziej bezpieczne niż przejście na drugą stronę ulicy w niektórych polskich miastach.

Po pierwsze primo: anestezja w epoce lotów kosmicznych jest lotem w kosmos***). Równie bezpieczna. Lepsza niż własne łóżko. Bo zgodnie ze statystyką, ludzie najczęściej umierają we własnym łóżku, a nie na stole operacyjnym.

Po drugie primo: ilość "intelygentnych inaczej" lub niedorobionych w tej specjalności medycznej jest najmniejsza. Dlaczegóż to? Bo tu kontakt werbalny z chorym ograniczony, pacjent na ogół w stresie i tak nie pamięta dusiciela, więc chwała nikła, a w dodatku kasa żadna****). Zatem wszystkiej maści orły i sokoły, raczej w innych specjalnościach lądują.

Po trzecie primo: aparatura, której używamy jest nowoczesna, ma mniej niż 40 lat! (Właśnie czytałem artykuł, że wycofano czerdziestoletni aparat do znieczulenia w którymś warszawskim szpitalu). Na poważnie - jest nowoczesna i bardzo bezpieczna. Każdy aparat po włączeniu przeprowadza samoczynnie test wszystkich układów i w razie jakiejś większej obsuwy odmawia współpracy. Dodatkowo każden jeden odpowiedzialny anestezjolog przeprowadza przynajmniej raz w tygodniu pełny test poprawności działania całego zestawu. Czy ktoś z nas robi to w swoim samochodzie? Przegląd cotygodniowy? Dlatego tyle osób ginie na drogach. A przecież jeździmy wszyscy, co dnia...

Po czwarte primo: leki też są bezpieczne we właściwych rękach. Jeśli znieczulenie prowadzi anestezjolog - nie ma problemu. Jeśli kto inny, bywa różnie. Wiecie, gdzie jest najwięcej powikłań (w tym śmiertelnych) przy znieczuleniach? W gabinetach stomatologicznych. Nie będę rozwijał tu dlaczego, ale tak mówi statystyka.

Znieczulenie w dobrym szpitalu prowadzone przez dobrego anestezjologa (a mało jest nie-dobrych, szybko się wykruszają) jest bezpieczne. Tylko wiele zależy od pacjentów. Trzeba się przyznać jakie i kiedy zażywamy leki, kiedy jedliśmy i piliśmy ostatni raz, jakie mamy choroby przewlekłe i przeszłość medyczną. Pełna współpraca.

Podstawowa zasada - anestezjologa okłamać to jak lwa w d.pę całować - przyjemność żadna, a niebezpiecznie.

Większość powikłań i "działań niepożądanych" wynika z tego, że to co mówił chory "nie polegało na prawdzie". A im mniejszy zabieg o tym więcej rzeczach "zapominamy" powiedzieć.

Co pod rozwagę teraz i na zawsze poddaję.

Do następnego.

_________________________________
*) GoS jakoś mi się z kobietą kojarzy, nie wiem czy dobrze.
**) Są duże i małe operacje. Znieczulenia są tylko duże.
***) Abnegat zaraz ściemni, że bardziej do nurkowania podobna, ale ja wolę ku górze, w gwiazdy, a nie w otchłań.
****) Nawet jak chirurg mówi pacjentowi, że trzeba dać dwa razy więcej, "bo anestezjolog..." to zazwyczaj ten ostatni nawet o tym nie wie. Ja nie wiedziałem, aż mi powiedziano.

16 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No i zaraz sie cieplej i uspokajajaco na sercu robi po poczytaniu, szczegolne gdy mam przed soba jakies widma drobnych zabiezkow w uspieniu. Generalnie moje widzenie ( a poniekad takze osobisty wglad w brac "bogow Dobrego Snu")to:maja zarabiste poczucie humoru (slabsze, kiedy widac ze ciagna 60 godzine-patrz Polska-, nie sa pazerni na kase, pracuja jak szalence jakies- patrz Polska, umowic sie z nimi na spotkanie przyjacielskie, rodzinne -prawie niemozliwe- patrz Polska i patrz pracuja jak szalence, duze chlopy, respekt budzace, te (sad but true) uzaleznieni od dragow,nazwy i mieszanki takie
co to sie zwyklym bioracym nie snia nawet ( jak pamietam Dormicum
to jedno z likarstw co to na pare godzinek zmorzy a i glowa potem nie taka otepiala jakas), niektorzy obdarzeni dodatkowymi talentami roznorodnymi, opowiadacze historyj niesamowitych i wciagajacych i do myslenia dajacych:-)(patrz ktos z Galicji czy tez Abi .....Bozesz ty moj mozna tak pisac, a musze po jaka herbatke isc bo kawa nie smakuje. Dobrego dnia. Jola

Anonimowy pisze...

Cos mi sie urwal, po duzych chlopach bylo jeszcze te mniejsze tez budzace:-) oraz Niektorzy( sad but true)
Tak to bywa jak kawa nie smakuje. Jola

Anonimowy pisze...

Anestezjolog jest dla pacjenta najbardziej tajemniczym lekarzem (kimś takim jak Dumbledore :)).
Poznajemy go na krótko przed "aaaa, kotki dwa" i tyle.
A szkoda.
I podobnie jak Jola twierdzę: dobrze, że dajecie się choć trochę poznać na blogach :)
teta

Anonimowy pisze...

Nie słyszałem, żeby ktoś umarł na barowym stołku.
Jak skończę 60 to przenoszę się do baru. Barman w roli anastzajologa? Zawody wykazują niejakie podobieństwo. Trzeba znać się na ludziach, sposobie podawania i dawkowaniu różnych znieczulaczy. I trzeba przygotować pacjenta, którego skroi ktoś inny.


pozdrawiam Piotr

konfliktowa pisze...

Dwa razy miałam do czynienia z anestezjologiem. I potwierdzam.
Wszystko, co napisałeś, to najczystsza prawda.
Są profesjonalistami, mają nieziemską cierpliwośc, emanują pozytywną energią.
I dwa razy w życiu zdrzyło mi się, że lekarz nie chciał ode mnie żadnych pięniędzy.
I to był właśnie anestezjolog.

magbod pisze...

jako dziecie maloletnie (jakies 40 lat temu) mialam do czyneinia z anestezjologiem czego kompletnie nie pamiietam poza obrzydliwym zapachem eteru. po raz drugi spotkalam pania anestezjolog znow przy szyciu sciegnia achillesa i byla bossssssska. najppierw odjela mi czucie od pasa w dol, a gdy uprzejmie zapytalam czy moj umysl musi byc obecny przy zabiegu wyprawila mnie w kosmos na 30 min (tyle potrzebowal chiirurg, zeby polatac to co zostalo ze sciegna).
i faktycznie po tych prochach to nawet nie pamietam jej twarzy tylko to cieplo w glosie i usmiech w oczach.
wiec pozwol szamanie, ze na twe rece zloze podziekowania wszystkim wspolspecjalistom, ze szczegolnym uwozglednieniem owej pani doktor.

skrzacik

ps. jak to dobrze, ze juz nie uzywacie eterey, zrygalam po nim jak kot i to pamietam niestety az za dobrze.

Anonimowy pisze...

No! Popieram, też spotkałam króciutko fajnego anestezjologa. Pamiętam, że miał wąsy i był dużym chłopem z poczuciem humoru :-) Przyłączam się do podziękowań skrzacika :-) nika

abnegat.ltd pisze...

W zasadzie sycko prawda. Ino ze pacjent to sie budzi sam. My jeno przestajemy go truc.

Mam taka prywatna definicje anestezjologii: sztuka odwracalnego trucia ludzi.

Tak na marginesie - dostajemy kase za cos za co inni ida do pudla...

Anonimowy pisze...

Abnegacie, ale taka kasa nie hanbi:-)Usciski dla wszyskich super tajemniczych doktorow.Jola

abnegat.ltd pisze...

Petunia non olet czyli Petuni zjeść się po usmażeniu z jajkiem nie da - ale też i nie o to chodzi.

Branie kasy na lewo nie jest związane ze specjalizacją tylko z mentalnościa i tyle.

A że nam płacą za pozbawianie ludzi swiadomości? Niemen miał racje - dziwny jest teeeen świat :D

Szaman Galicyjski pisze...

Abi, ale na anestezjologię ci "z inną mentalnością" nie idą, o to mi chodziło. Więc jednak związane ze spaecjalnością... ;-)

Dzięki wszystkim za podziękowania, przekażę napotkanym anestezjologom.

Anonimowy pisze...

O, Abi, a ja znam wersję "Pecunia non omlet" ;-))) nika

kiciaf pisze...

Podstawowa zasada - anestezjologa okłamać to jak lwa w d.pę całować - przyjemność żadna, a niebezpiecznie.

Ponieważ osobiście znam tylko jednego anestezjologa, powyższa zasada nabiera nowego znaczenia.
Czy już mam się bać? :)

Szaman Galicyjski pisze...

Jeśli wiem o kogo chodzi to zależy co mu naopowiadałaś. I co on Tobie...

Anonimowy pisze...

ehhh..okłamać anestezjologa...
ja tam swoim pacjentom (nieanestezjologicznym)przed wywiadem rzucam hasłem: porozmawiamy szczerze, jak na spowiedzi. Działa :)
anestezjolodzy mili ludzie, znam tylko jednego niemiłego, gnomiastego.Z resztą rozmowy anestezjologiczno-chirurgiczne jakoś tak powodują dobry humor...

M
(cichy podczytywacz)

Anonimowy pisze...

Normalnie dzięki, dzięki i jeszcze raz dzięki:) Zostałam nieco uspokojona. A jakoś tak, wiesz Szaman, sama ostatnio zaczęłam dochodzić do wniosku, że mało wśród śpiworów nieudaczników jest. Liczne moje kontakty z tą specjalnością na OIT, szczególnie ostatnio, wykazały, że łebskich chłopaków zdecydowana większość (kobitek nikła ilość - nie ten układ nerwowy widać co trzeba), buraków sztuk raz - co nie znaczy że ów burak nie był dobrym fachowcem.

Uspokoiłeś Szaman znerwicowaną kobietę, to duży sukces jednak jest:D

GoS