środa, 21 października 2009

Szaman Galicyjski i sprawa klimatyczna

Zgadało się ostatnio o pogodzie w ukeju. Jest ona zupełnie odmienna od polskiej. Przede wszystkim dlatego, że po lewo jest wielki obszar wody z ciepłym Prądem Zatokowym. Zetknięcie tego ciepłego prądu z zimnym powietrzem znad Islandii i Arktyki powoduje powstanie silnych wiatrów i opadów. Z drugiej jednak strony*) bardzo spłaszcza to amplitudę temperatur i opadów w ciągu roku. Średnia temperatura w styczniu to około 4 stopnie, a w lipcu 18 stopni co daje rozpiętość 14 stopni. Porównajmy to do klimatu polskiego, gdzie mamy w styczniu 6 stopni poniżej zera, a w lipcu 16-20 stopni (różnica 22-26 stopni). Podobnie jest z opadami - w ukeju średnie opady w styczniu to 54 mm, a w lipcu 57 mm, odpowiednio w Polsce 30 mm i 75 mm. Dlatego trudno mówić tu o znaczących różnicach w porach roku, poza oczywiście godzinami wschodu i zachodu słońca.

Kiedy nadeszło pierwsze moje lato na Szmaragdowej Wyspie, nawet tego nie zauważyłem. Kiedy końcem września spytałem: kiedy macie tu lato, usłyszałem w odpowiedzi: w tym roku było 17 sierpnia, we środę, tak między 2 a 5 po południu? A co, przegapiłeś?

Wyspy Brytyjskie, poza Szkocją, są dość płaskie. Nadpływające znad Atlantyku powietrze ogrzane przez Prąd Zatokowy, napotyka na wzgórza i zaczyna unosić się ku górze. Tam ochładza się i powstają mgły lub nisko zawieszone chmury. Kapitalnie wygląda to zjawisko, kiedy w dolinach widoczność jest normalna, z tym, że jest dość szarawo, bo słońce musi przebić się przez mgły, a im wyżej tym mleczniej i gorzej widać. Powłoka chmur jest jednak bardzo cienka, ma mnóstwo dziur, przez które da się dostrzec błękitne niebo i czasem przez nie świeci słońce.



Stąd tak popularne tu zjawisko optyczne zwane tęczą. W naszym polskim klimacie tęcza występuje tak rzadko, że nie wiążą się z nią jakieś legendy czy podania. Poza tym wywołuje niezdrowe sensacje w życiu publicznym np. w czasie parad równości. Na Wyspach, szczególnie w Irlandii, na końcu każdej tęczy siedzi leprechaun (miejscowy skrzat) z garnkiem pełnym złota. Najczęściej jednak skubaniec siedzi akurat na drugim końcu, nie na tym, który jest blisko nas.

Dodatkowo mają tu niesamowite spektakle na niebie. Takich chmur i takiego oświetlenia nie widziałem nigdzie indziej. Kiedy oglądałem akwarele z pejzażami Anglii wydawało mi się, że z kolorami nieba jest coś nie tak, że barwy są przesunięte za bardzo w kierunku fioletu. Teraz, po oglądnięciu kilkudziesięciu nieb tu na miejscu, wiem, że takie właśnie są kolory nieba angliczańskiego.

Poniżej dwa dowody - tak wygląda wschód słońca w Irlandii, w county Tyrone.



Powyżej zdjęcie z grudnia.



A to z października.

Na dziś wszystko. Wpadnijcie jeszcze.

__________________________________________
*) ach, ci dwuręcy polscy anestezjolodzy...

11 komentarzy:

Anonimowy pisze...

Dobrze chociaż fajne fotki pooglądać, bo u nas w Polandzie łeder się spsił i do depresji głębokiej popycha. Szaro, buro... Trza sobie cuś na pocieszenie sprawić, co niewątpliwie do wpuszczenia się w koszty prowadzi;)
GoŚ

Anonimowy pisze...

Fajne kolory :-) A ja się zawsze dziwię, że tam ludzie z gołymi nogami w środku zimy pomykają o_O nika

kiciaf pisze...

W ogóle to oni tam dziwne zwyczaje mają. A chmury istotnie niebrzydkie. :)

Szaman Galicyjski pisze...

Z gołemi odnóżami w zimie - to był szok. Najmilsza, jak mnie odwiedziła, to nie mogła uwierzyć. Musiałem auto przy chodniku zatrzymać, żeby z bliska te sinawe nóżęta obejrzała. I uwierzyła.

madziaro pisze...

phi, takie tam różnice temperatur. TUTAJ to są różnice ;) - tak między +40 w lecie* do -40 w zimie 8|
Chociaż jestem z południa (nie całkiem południa) Polski, to dopiero tutaj przekonałam się, że czapkę w zimie nosić należy :)


*w normalnym lecie, takim, jakie poznałam przez 3 ostatnie lata, bo niestety tegoroczne trwało może 3 tygodnie i było takie se tam, bo najpierw lało od kwietnia do sierpnia, z małymi przerwami, później sierpień ładny ale bez przesady, i od września znowu szaroburo, paskudztwo i teraz już zimno... i pada... i zimno...


Pozdrawiam z dzikiego, kanadyjskiego zachodu... yyyy to znaczy wschodu, ale dla Europy zachodu... no! ;)

Anonimowy pisze...

Kolory nieba przepiękne :) Podobne zorze były na niebie u nas (we Wrocławiu) w pamiętnym z powodzi roku 1997. Czyli widać, że wilgoć w powietrzu pomaga tworzyć na niebie takie cuda.
O pogodzie w Irlandii dodam jeszcze słowko: kolega, który przepracował w tym pięknym kraju parę lat twierdził, że deszcz tam pada poziomo i w zasadzie parasol nie jest przydatny :)
teta

Szaman Galicyjski pisze...

@madziaro: tam masz cudowny, kontynentalny klimat. Przynajmniej wiesz kiedy lato, kiedy zima. Ja muszę zerknąć w kalendarz.
@teta: to najbardziej upierdliwy typ tutejszego deszczu. Wiatr się rozpędza nad oceanem i nic go nad lądem nie zatrzymuje. Czasem pada ci na głowę, a ciut ze skosa święci słońce - to się w tutejszym narzeczu zwie "liquid sunshine" czyli słońce w płynie.

Anonimowy pisze...

No to ja się w takim razie pytam: ja sobie radzicie z taką pogodą? Z brakiem słońca, z silnym wiatrem, mgłami, czestymi opadami? Z brakiem wyraźnnych pór roku? Może: wyjazdy raz w miesiącu na Majorkę? Sztuczne plaże w palmiarniach ;)? 200W żarówki w domu? :D
teta

kiciaf pisze...

Jak to co robią ? Piją... :)

Szaman Galicyjski pisze...

Jasne, że tak. Mała opowieść: dzień jak codzień, pogoda typowa, wchodzimy do pubu The Crown Nest, podchodzimy do baru, zamawiamy Guinnessa. Obok siedzi tubylec. Pyta skąd jesteśmy. Z Polski. Kiwa głową i mówi do barmana - nalej im whiskey. (whisky jest szkocka). Czemu - pyta kolega. Przecież bez tego nie dacie rady takiej pogodzie. Prosty lud ma proste rozwiązania. Kocham prostotę.

abnegat.ltd pisze...

Dodaj do tego ta ni to mgle - ni to mzawke ktora w zasadzie nie pada tylko wisi w powietrzu, a po pieciu minutach czlowiek jest mokrusienki.