niedziela, 11 października 2009

Szaman Galicyjski i sprawa pierwszego wpisu

Było absolutnie ciemno. No, może nie do końca absolutnie, ale jednak. Jeśli uważnie przyjrzeć się tej ciemności dało się zauważyć, nieco na lewo od środka patrzenia, że coś jakby widać. Coś się poruszało, szukając drogi, a może miejsca. Wreszcie ktoś popchnął to coś od tyłu i poleciało ono, nieco bezwładnie na sam środek. Potem ów ktoś zapalił światło i każdy mógł zobaczyć co to. Nie trzeba było długo się przyglądać - to był pierwszy wpis na tym blogu.
Pozwólcie, że się przedstawię. Jestem anestezjologiem z południa Polski, który od prawie pięciu lat pracuje w UK. Tym, kto popchnął mnie do pisania bloga jest mój przyjaciel, Abnegat, także anestezjolog, i sądzę, że będę musiał się porządnie napracować, żeby mu dorównać.
Skąd tytuł bloga? To już wymaga dłuższego wyjaśnienia. Ponad pięć lat temu wydawało mi się, że mam dobrą, stabilną pracę w Polsce. Naiwnie sądziłem, że tak będzie wiecznie, to znaczy przynajmniej do emerytury. Jak w filmach, tak i w życiu okazało się, że nie jestem dyrekcji potrzebny (bo chyba szpitalowi i pacjentom bym się przydał) i powiedziano mi pa, pa. A że zwierz jestem rozumny i pojętny zacząłem szukać innej pracy. Wiecie, jak to jest - a to dyżurek w pogotowiu u sąsiadów, a to w pobliskim szpitalu, jakoś szło. Tylko kiedy policzyłem czas pracy (doliczając czas na dojazdy) wyszło mi, że pracuję na trzy i pół etatu (bez dojazdów brakło mi 4 godzin tygodniowo do pełnych trzech). Po paru miesiącach powiedziałem - dość. Może zresztą powiedziała to moja żona, ktoś z nas w każdym razie powiedział. Zacząłem szukać normalnej pracy. Nie musiałem szukać długo. Najpierw inteview w Londynie (z ogłoszenia w Gazecie Lekarskiej) i przy okazji rejestracja w GMC, potem dwa następne interview, teraz już w Warszawie i bingo! - jest praca. I zamiast 104 godzin tygodniowo - tylko 48. Dyżury wliczone w czas pracy. Za pełny weekend - tydzień wolnego. I niesamowite poczucie, że człowiek nie wie co zrobić z wolnym czasem. A pod czaszką ten oto utwór z Kabareciku Olgi Lipińskiej:




Stąd tytuł tego bloga. Bo zrozumiałem, że to w życiu ważne, żeby nie rozmieniać się na drobne, że moje zdrowie i radość życia są równie ważne jak moja praca, że czas spędzony z rodziną jest cenniejszy od tego, który spędzam szpitalach lub w drodze do nich. Może po prostu w moim wieku trzeba zwolnić? Nabrać dystansu do świata? Mieć czas na rozmowę z córką, z którą widywałem się jeden weekend w miesiącu? A dlaczego "daj se luz"? Tak mówią w moich stronach, i mają rację.
To do następnego. Wstąpcie jeszcze.

1 komentarz:

Eugeniusz Bareja pisze...

Podoba mi się ten prolog. Szczególnie o rozmowach z córką.
Chyba zagoszczę tu na dłużej.
pozdro