sobota, 21 lutego 2015

Szaman Galicyjski i sprawa pewnego jeziorka

Jeziorków ci u nas dostatek. Mniejszych, większych i pośrednich. Jedno z nich, na Bodmin Moor, ciut ponad milę na południe od Jamaica Inn (1) zwie się Dozmary Pool.

A Dozmary Pool wygląda tak.


/photo Matt 53 z flickr.com powered by Yahoo Services/

Jeziorko małe, zagubione na Bodmin Moor, jest jednak odmienne od pozostałych. Po pierwsze nie wiadomo, skąd bierze się w nim woda, bo nie wpada do niego żadna struga czy ciek. Nic z niego też nie wypływa. Poza tym uważa się je za bezdenne (2). Podobno połączone jest podziemnym kanałem z morzem. Dozmary znaczy Łza Morza.

Dozmary Pool jest jednym z jezior pretendujących do bycia tym, w którym mieszkała Pani Jeziora, kobieta, która dała młodemu Królowi Arturowi miecz i której, tuż przed śmiercią Artura, rannego śmiertelnie przed Mordreda w bitwie pod Camlann, miecz został zwrócony przez Sir Bedevere. Zrobił to jednak bardzo niechętnie i dopiero za trzecim podejściem. Dwa pierwsze podejścia spalił i tylko udawał, że wrzuca miecz do wody, ale kiedy nie umiał odpowiedzieć Arturowi, co widział w tym momencie, ten orientował się, że zadanie nie zostało wykonane. A za trzecim razem, kiedy miecz szybował nad wodą, z toni wyłoniła się Pani Jeziora (3) i złapała go w locie.

Tennyson, poeta, tak opisał odpowiedź na pytanie Artura:

"... With both hands I flung him, wheeling him;
But when I looked again, behold an arm,
Clothed in white samite, mystic, wonderful,
That caught him by the hilt,
and brandish'd him Three times,
and drew him under in the mere..."
/Morte d'Arthur, Alfred, lord Tynneson/

"Oboma ręcy zakręciłem nim i rzuciłem
A kiedym spojrzał znów, ujrzałem ramię
Odziane w jedwab, czarowne i piękne,
Które złapało za rękojeść
Zawinęło trzy młyńce
I zatonęło w głębi..."  /tłum. moje/

A umierający Król Artur wyglądał tak:


/James Archer 1860 z Wikimedia/

Tu otaczaja go kobiety, boć to zawsze milej, ale ta przestrzeń wodna za nimi, i owa barka, to, jeśli spojrzeć na Dozmery Pool, licentia artistica do kwadratu. Choć, oczywiście, barka była, bo przecież Artur i Morgana odpłynęli do Avalon, no nie? Dla bardziej uważnych obserwatorów: po prawej widać postać anioła, trzymającego w rękach kielich. Graal?

To tyle legend arturiańskich. Teraz coś bardziej współczesnego (?).

W XVII wieku w okolicy żył niejaki John Tregeagle, urzędnik magistratu, ławnik, który korzystając z przywilejów urzędu, oszukiwał ludzi i bogacił się ich kosztem. Wieść gminna niosła też, że zamordował żonę i dzieci aby zdobyć ich majątek i być może zaprzedał duszę diabłu. (4)
Wreszcie umarł. Tak źle o nim myślano w okolicy, że powiadają, musiał przekupić księży, aby pochowali go w poświęconej ziemi, przy kościele Św. Breock'a.
Po jego śmierci, przed sądem wywołano sprawę pomiędzy dwiema rodzinami z Bodmin o własność pewnej nieruchomości. Podczas rozprawy jedna ze stron, która zatrudniała Tregeagle'a za życia i została przez niego oszukana, bo sfałszował dokumenty, w których podał się za właściciela spornej ziemi, poprosiła o wezwanie dodatkowego świadka. Sąd wyraził zgodę.
Na sali sądowej powiało zatem chłodem i w miejscu dla świadków zagęściła się ciemność przybierając postać Johna Tregeagle'a. Wielu obecnych na sali zwiało z wrzaskiem, jednak Wysoka Instalacja nie straciła rezonu i przesłuchała świadka, który pod przysięgą przyznał się do oszustwa. Sprawę zatem można było zakończyć, a szczęśliwy wygrany poszedł sobie, zapominając odesłać ducha z powrotem.
Zawezwano więc duchownych, którzy po naradzie doszli do wniosku, że po chrześcijańsku będzie, jeśli nie odeślą ducha do piekieł, tylko wyznaczą mu jakąś karę tu, na ziemi. Zaprowadzili Johna Tregeagle'a na brzeg bezdennego, jak sądzili, Dozmary Pool i nakazali, aby je opróżnił korzystając tylko z muszli morskiego ślimaka limpet.

A muszla limpet wygląda tak.



Jak widzicie, ma w denku (czy czubku?) dziurkę, a więc przenoszenie nią wody wydaje się być niemożliwe. Aby John nie zaniedbywał się przy robocie dodano mu straż w postaci kilku bezgłowych psów (5). Tregeagle pracował sumiennie, ale pewnej bardzo burzliwej nocy urwał się swoim "opiekunom" i uciekł na Bodmin Moor. Po drodze przebiegał koło kaplicy Roche Rock.

A Roche Rock Chapel wygląda dzisiaj tak.

image
/photo Plodfish/

Wskoczył przez okno do środka, ale, że kaplica mała, to i okna duże nie były, więc utknął tak, że dolna jego połowa została na zewnątrz. Co mu mogły jednak zrobić bezgłowe psy? Chyba niewiele.
Rankiem odnalazł go miejscowy pastor i tym razem wyznaczono mu inną karę. Miał oto w Gwenor Cove, na plaży, ukręcić linę z piasku. Skądś to znamy?
Wersje są dwie - pesymistyczna: co ukręcił, to mu sztorm niszczył i optymistyczna: ukręcił w mroźną noc i jak zamarzło, to kara się skończyła.
Jakkolwiek było, święty Piran, patron Kornwalii, przyszedł po niego i zakutego w łańcuchy zawlókł do Helston. Po co? Nie pytajcie, ja przyjezdny.

Miłego weekendu.
_____________________________________
1) tej z powieści Daphne de Mourier i filmu Hitchcock'a, polski tytuł "Oberża na pustkowiu"
2) zepsuję wam zabawę - w roku 1869 jeziorko wyschło zadając kłam legendzie. Na dnie nie znaleziono Excalibura. Były za to zabytki z epoki neolitu, co akurat nie było dziwne, bo wokół jeziora znajdowano je i przedtem i potem.
3) niektórzy powiadają, że wyłoniło się tylko ramię, ale kto to wie...
4) To, że John Tregeagle, urzędnik sądowy, żył w tym czasie w Cornwalii jest faktem historycznie potwierdzonym. Nie ma natomiast żadnej wzmianki o zamordowaniu żony i dzieci, a tem bardziej o handlu duszą.
5) bezgłowy pies wydaje się jednakowoż być dość nędznym strażnikiem, czyż nie?

4 komentarze:

Młoda Lekarka pisze...

Szamanie wspaniała historia!
Nie dość, że ciekawa, to świetnie napisana.
A tłumaczenie wiersza bardzo dobre- składam ukłony..

hwa pisze...

Fascynująca opowieść, dzięki;-)

Mig pisze...

No i się zaczytałam... legenda wciągnęła, ale to pierwszy kadr mnie tu zaciągnął i wpatruję się jeszcze. cudo.

Szaman Galicyjski pisze...

Dziękuję za dobre słowa, zawsze napędzają mnie do dalszego pisania.
@Migawka: to tak wygląda ze trzy razy w roku, w pozostałe dni leje, albo chmurzy, albo wieje, albo wszystkie te czynniki razem w dowolnej kolejności i składzie. Na na to wszystko mgła, jak zasmażka. Skąd piszesz, Mig?, że tak z ciekawości zapytam.