wtorek, 26 października 2010

Szaman Galicyjski i sprawa idzienia nowego

We wczorajszym poście Abnegat, podśmichujki sobie robiąc z krwawego dzieła Stiga Larsena, napomknął o e-bookach. Że nie lubi, głównie. A Nomad FH (ukłony) też napisał. Że nie lubi, znaczy się.

Jeszcze dwa, może trzy miesiące temu poparłbym obu, bo wiadomo - książka to musi być papier, kartki, zapach i szelest. Ale dziś już jest inaczej. Nowe idzie, żeby nie powiedzieć zapie....a.

Przez ostatni rok jak pies koło jeża chodziłem wokół czytników e-booków. Ale pierońsko drogie są, a na każdym forum internetowym wyciągano im masę wad. Wreszcie znalazłem taki, w którym wad znaleziono mniej od średniej u innych, a cena jest jedną piątą tego, co pozostałych. Pół roku obwąchiwałem gadżeta. Chciałem to-to kupić przed wyjazdem do Toskanii, ale nie złożyło się. Kupiłem po powrocie (i po wypłacie).

I wiecie co? To działa. Nawet "działa!". Ekran może nie jest największy, sześciocalowy, ale do czytania wystarczy. Nie jest kolorowy, więc jak w książce obrazki, to w odcieniach szarości wychodzą. Podobnie strony internetowe przeglądać można tylko w szarzyźnie. Książki mimo to czyta się wygodnie, ekran bardzo kontrastowo pokazuje znaki. Sprawdzałem czytanie zarówno przy słońcu bezpośrednio świecącym na ekran, jak i pod kątem. Widoczność jest dobra, odbić praktycznie żadnych.
Wielkość czcionki można zmieniać na osiem sposobów. Podobnie jest z odstępami pomiędzy wierszami (tu tylko trzy razy) i ilością słów z wierszu. W połączeniu z możliwością obracania tekstu (czytnik jak książka lub jak ekran) daje to możliwość dostosowania tekstu do upodobań większości czytelników.

Co można czytać? Jest oczywiście na amazonie sklep z paroma tysiącami książek, które są, z tego co się orientowałem, nieco tańsze niż papierzane. Można też kabelkiem USB przegrać posiadane teksty. Wygodnie wchodzą *.txt, natomiast wspomniane przez Abiego *.pdf też wchodzi, ale wielkość strony zostaje zachowana, czyli zmniejszona do rozmiarów ekranu. Można jednak za darmo wysłać tekst do amazona i po pięciu, sześciu minutach nasz czytnik dostaje zwrotnie sformatowany pdf, który czyta się super. Jak dostaje? Każdy z czytników ma Wi-Fi i własny adres emaliowy, a droższe modele także 3G. Korzystanie z 3G wymaga jednak opłat, jak to w telefonii. Worda też konwertują.

Jak można czytać? Są zestawy znaków w zasadzie wszystkich krajów europejskich i paru azjatyckich. Arabskim się nie interesowałem - nie wiem.

Można też słuchać. Po pierwsze tekst angielski może być czytany przez lektora lub lektorkę, do wyboru. Nie wiem, jak się to włącza, tylko raz mi się udało, potem zapomniałem, w którym to menu ;-(. Po drugie można w tle słuchać muzyki (kilka formatów). Po trzecie można słuchać audiobooków. Z tymi ostatnimi jest problem, bo dobrze chodzi tylko własny format urządzenia. Reszta jak na zwykłym odtwarzaczu mp3, czyli bez zakładek i tp. Słuchanie przez słuchawki lub wbudowane maleńkie głośniczki.

Można też pisać. Czyli robić notatki w wybranych miejscach tekstu. Można też zaznaczać tekst, który ma dla nas znaczenie, żeby do niego wrócić.

Angielskie słowo mało zrozumiałe? Czytnik ma zainstalowane dwa słowniki: Oxford Dictionary of English i The New Oxford American Dictionary. Wystarczy ustawić kursor na początku niezrozumiałego słowa, a w ramce pojawi się definicja najbardziej "prawdopodobna" w tym kontekście. Jeśli to za mało wystarczy kliknąć i otworzy się strona słownika ze wszystkimi definicjami szukanego wyrazu.

Co tam będę dużo mówił. Sami popatrzcie.



"Normalny" tryb pracy. Klawiaturka typu qwerty

Mapa w książce. Dlatego takie duże zdjęcie.

Największa czcionka.


Możliwości wyboru. Sorry, że tak niewyraźnie, ale mój aparat do makro raczej się nie nadaje.


Tekst w poziomym układzie.


A to strona internetowa. Szara, ale czytać można.

Pojemność nie jest imponująca - 3 GB i jak na razie rozszerzyć się nie da. Ale policzcie ile książek to pomieści przed wyjazdem na wakacje. Na razie mam tam całego HP, Lemony Snicketa (seria fantastyczna do nauki języka!) i ze trzydzieści książek po polsku. Podczytuję w wolnych chwilach.
I jeszcze jedna, niebagatelna rzecz. Podobno bez ładowania wytrzymuje miesiąc (bez Wi-Fi, bo jak włączyć Wi-Fi to trzy tygodnie). Ten parametr ciągle testuję.

Ile kosztują książki? To pytanie jest oczywiste i musiało tu paść. Otóż: dla naprzykładu dość chyba popularna w Polsce Eat, pray, love na amazonie kosztuje: hardcover używana 9.54, nówka 10.22; e-book 2.94. Ceny w GBP. Wspomniana przez Abiego seria Stiega Larsena - każdy tom po 2.68 GBP.
Poza tym są ogromne biblioteki, choćby openlibrary.org czy archive.org gdzie można znaleźć mnóstwo nieciekawych książek, ale damowych. Kto lubi klasykę - jego raj.

Z tym, że ogólnie urządzenie polecam. Choć, jak powiadam, parę miesięcy temu wydawało mi się to zbrodnią przeciwko kulturze i ludzkości.

Do następnego.

11 komentarzy:

popaprany pisze...

mała poprawka - w Kindlu 3G, 3G jest darmowe. I działa też w Polsce

Anonimowy pisze...

Szamanie, chyba obudziłeś we mnie gadżeciarę ;-)
Fajny w sumie wynalazek :-)
nika

abnegat.ltd pisze...

Jam to na aJfonie probowal czytac. Massakra :]]]
A ksiazka zwykla dobra - tylko sie gryzie z polityka WLLPZI (bardzo denerwujacej taniej linii z Irlandii)...

Kkurcze - musze sie przyjrzec.

Szaman Galicyjski pisze...

@popaprany: fakt, jest 3G Free, ale ja piszę o dokumentach konwertowanych na 'Kundla'. Cytuję:
"Kindle (Free 3G) user living outside the United States: We'll send personal files to your Kindle via Whispernet for a fee of $ .99 (USD) per megabyte anywhere in the world you access Whispernet service." I tak to działa też w Ukeju. Wi-Fi jest darmowe, więc jako mistrz sknerostwa kupiłem bez 3G. W końcu moge sobie kilkadziesiąt książek wgrać na jedno posiadzenie i czytać pomału. Po co mi stały dostęp? Strony przeglądać można za pomocą 3G pewnie za darmo, ale konwersja kosztuje.

nika: zobacz, popróbuj. Mnie wzięło.

Abi: na iPhone nie próbowałem, ale miałem palmtopa i wiem, co to za ból tak czytać. Stąd kundel. Wypróbowałem go w boju jadąc pociągiem do Londynu - rewela.

PS sprawdziłem to czytanie - angielski znośnie+, polski - rzewne jaja, niestety ;-) Ale pośmiać się można.

kiciaf pisze...

Mnie tak mała czcionka nie przeszkadza. Jak czytam, to sobie czytam na Xperii.

Szaman Galicyjski pisze...

Samo oprogramowanie 'kundla' można pobrać ze strony amazona i chodzi na PC, Mac, iPadzie, iPhonie i Androidzie. Mozna przećwiczyć najpierw, czy się podoba. A potem wyobrazić sobie to na sześciocalowym ekranie. Na próbę można też sciągnąć jakąś darmową książkę (albo ja coś podeślę).

Anonimowy pisze...

Mnie tam też w książce do tej pory musiał papier szeleścić, ale może na stare lata się zreformuję, kto wie...;-)

GoS

Anonimowy pisze...

No no, sprytne urządzenie i niegłupio wygląda. Może kiedyś..?
ruda_

Anonimowy pisze...

My z Mądrzejszą Połową czytamy juz od jakichś dwóch lat na E-readerze Sony i pomimo miłości do kartek,szelestów,zapach itd.nawet lubimy.A że luby pracę nocną,acz siedzącą ma,to dla niego jak znalazł,bo nikt mu d..py nie zawraca.Joanna (sie nie umiała zalogować,bosz....)

Cheshire pisze...

I ja o jedno jeno proszę...
o zaniechanie porównań ereaderów do iphonów,-podów, -padów czy innych smartphone'ów bez wcześniejszego zapoznania się z technologią stosowaną w ekranach owych...

Szaman Galicyjski pisze...

Witaj, Cheshire.
Zawsze tak jest, że użytkownicy porównują to co mają i widzą, a nie to co w środku.