Jak mieszkałem w Szamańskim Szałasie to dojazd na gyma był kulinarny. Najpierw mijałem chińską knajpę, potem fish'n'chips, następnie drugiego Chińczyka i po jakiś dwóch milach tajskie "na wynos".
I strach było nie tyle jechać, co wracać, bo po wysiłku pokusa była straszna.
Nigdy nie braliśmy dwa razy pod rząd w jednej, bo by się wydało, że natychmiast uzupełniamy stracone kalorie i to z nawiązką.
Dojazd z Szamańskiego Wigwamu na gyma, czyli teraz, to trasa absolutnie dietetyczna. Po drodze nie ma ŻADNEJ knajpy!
I dlatego Najmilsza zrobiła dziś sałatkę Waldorf. Pychotka!
I to by było na dziś. Dobranoc.
EDITED @ 16:10:
W związku z a) komentem numer jeden oraz b) telefoniczną interpelacją AS Ptysia ujawniam:
sałatka Waldorf została skomponowana gdzieś w roku 1891-1893 przez Oskara Tschirky, maître d'hôtel w nowojorskim hotelu Waldorf. Mała uwaga na marginesie: w American Century Cookbook błędnie podano, że był to hotel Waldorf-Astoria, co jest chronoklazmem, bo Waldorf-Astoria został otwarty w 1931 roku.
Sałatka się składa z:
2 szt. winnych jabłek, 1/2 korzenia selera, 3 łodygi selera naciowego, 50 g rodzynek, tyle samo suchonej żurawiny lub aronii oraz 50 g orzechów włoskich, 100 g rukoli, 50 ml octu balsamicznego, 10 ml oliwy Extra virgin, 100 ml słodkiego czerwonego wina, sok z 1/2 cytryny, 1/2 łyżeczki mielonego cynamonu.
Rodzynki, żurawinę (lub aronię) namoczyć w winie (długo!), jak się zrobią pękate - odlać wino. Nie dać mu się zmarnować!
Wlać do rondelka ocet, zredukować do połowy objętości, zdjąć z ognia, dodać oliwę i cynamon. Wymieszać.
Jabłka pokroić w kawałki (moja uwaga była, żeby je pokroić tak jak seler korzeniowy), seler korzeniowy w zapałkę, naciowy w plasterki. Skropić cytryną.
Orzechy uprażyć na suchej patelni, rozkruszyć, parę zostawić dla ozdoby.
Rukolę opłukać, odsączyć lub odwirować.
W misce wymieszać jabłka, selery, rukolę, orzechy, rodzynki i żurawinę (lub aronię), skropić dressingiem z octu i oliwy.
To daje ok. czterech porcji.
Warianty:
- ocet balsamiczny zastąpiony jogurtem (dla odchudzających się) lub majonezem wymieszanymi z sokiem z cytryny, zamiast żurawiny i rodzynek są winogrona;
- dodatek wędzonego lub gotowanego kurczaka sprawia, że danie staje się bardziej samodzielne niż dodatkowe;
- słyszałem też, że do jogurtu dodają łyżkę musztardy.
3 komentarze:
Oesu, a jaka to sałatka Waldorf? Głodnam, a jak głodnam, to złam ;-P
nika
Mniam, mniam. Przepis idzie do skarbczyka kultury polskiej :-)
nika
Oj, to wypas, bo u mnie ta salatka to jabluszka, seler naciowy i orzechy, czasem winogronka z mayo:)
Twoja wersja bardziej mi sie podoba, ale nie spotkalam jej w kulinarnych bookach, ktore posiadam.
Nota bene w owym hotelu, podaja ja w wersji bez zurawin i rukoli.
A moze to byla kolacja oszczednosciowa?
Prześlij komentarz