niedziela, 11 kwietnia 2010

Szaman Galicyjski i sprawa spisku

Życie Szamana trudne jest. Miało być o czymś miłym i wesołym, jak to wypada po przerwie, a tu żałoba narodowa i nie wypada.
Żal, że tylu dobrych ludzi zginęło i współczucie dla rodzin. Cały internet pełen (telewizorni i radia polskiego tu nie mam), że zginął Prezydent, Szef Sztabu, Prezes Banku... a to przecież mniej ważne. Prezydentów, Szefów, Prezesów zawsze można zastąpić innymi. A jak zastąpić Syna, Męża, Ojca? Czym wypełnić pustkę, którą zostawia odchodzący Człowiek?
Słuchaliśmy i oglądali światowe reakcje na wydarzenie. Rosyjska, francuska, brytyjska, oczywiście, i amerykańska TV pełne były bardzo autentycznego współczucia. Dużo ciepłych słów padło pod adresem Prezydenta Kaczyńskiego i Polski. Nieszczęście łączy. Z reporterskich ciekawostek tylko jedno rzuciło mnię się na uszy: otóż w pierwszej relacji o katastrofie prezenterka rosyjskich novosti podała liczbę ofiar 136, a nie 96 jak wszyscy inni i podała, że odległość od miejsca katastrofy do pasa wynosiła 1 kilometr, a nie 300 metrów. Pomyliła się, dostała złe dane czy kolejny przyczynek do spiskowej teorii dziejów?



Bo w to, że to spisek i że zorganizowali go żydo-mansoni pod przywództwem cyklistów nie wątpię. Ciekaw jestem tylko, kiedy i kto po raz pierwszy poda ten wątek głośno. Jak to Żyd żyd Putin, który przedtem nazywał się Goldblaum, wespół z żydem Michnikiem, który przedtem nazywał się Goldstein wraz z żydem Tuskiem, który przedtem nazywał się Goldfinger... nie, sorry, Goldfingera zabił 007, więc jakiś inny Gold... postanowili unicestwić Najjaśniejszą obcinając jej głowę.
A według mnie, jeśli szukać winnych, to na pokładzie samolotu. Bo moim zdaniem to ktoś z wewnątrz, nie śmiem nawet spekulować kto, zarządził lądowanie w Smoleńsku. A było w samolocie wielu takich, co mogli pilotowi "kazać" kierując się racjami politycznymi, które zawsze są śmiertelnie niebezpieczne. Bo do Moskwy nie polecimy, bo tam Dyabeł-Putin drwić i natrząsać się z nas będzie, do Mińska też, bo tameczny watażka naszych bije, więc pewnikiem i naszego Prezydenta w tiurmu by posłał. Lądować, panie pilot, lądować! Poza tem na katyńskim polu czekają na nas, a droga tak z Moskwy jak i z Mińska zajmie kilka godzin, bo zorganizować obstawę i przejazd nie tak łatwo. Lądować, panie pilot, lądować! I pewnikiem, nawet jeśli te rozmowy nagrały się w czarnych skrzynkach (które są zresztą pomarańczowe), a nagrywają one wszystkie rozmowy prowadzone w kokpicie, to albo nagrania będą złe technicznie, albo znikną w odmętach historii.
Różne dziwne rzeczy działy się za pisowskich czasów z obsadami na różnych stanowiskach, ale sądzę, że kierowcy rządowych limuzyn i piloci prezydenckiego samolotu wybierani byli z creme de creme kierowców i lotników. I trudno mi uwierzyć, że pilot dobrowolnie, mając taki "ładunek" na pokładzie, podchodziłby cztery razy do lądowania, trzy razy nieskutecznie, czwarty raz rozbijająco.
Przy okazji pragnę podziękować anonimowemu pilotowi easyJet, który dwa lata temu, we wigilię Bożegonarodzenia, kiedy zorientował się, że nie może wylądować w Krakowie-Balicach z powodu mgły, przerwał final approach i nad Makro Cash & Carry poderwał samolot, wykonał łagodny łuk i 25 minut potem posadził samolot bezpiecznie na Okęciu. I dzięki temu rozsądnemu człowiekowi, który miał w ..... że firma dopłaci do przewiezienia pasażerów na trasie Okęcie-Balice, 156 pasażerów i pięcioro członków załogi spędziło Święta w domu.

Z dzisiejszych doniesień prasowych jedno mnie uderzyło.
- Cisną się pytania: dlaczego? Czasem chcielibyśmy stawiać te pytania ludziom /.../. Czasem człowiek chciałby te pytanie postawić samemu Panu Bogu, ale są pytania, których nawet Panu Bogu nie powinno się stawiać. Niepojęte są nasze losy, te wszystkie sytuacje, które przeżywamy - mówił na zakończenie mszy żałobnej na warszawskim Kole abp Nycz.

I to jest, qurczę, piękne. Jak wszystko jest fajnie i po mojej myśli, to hurra, alleluja i do przodu! Bóg jest z nami, to kto przeciwko nam?!
Dwie najprostsze odpowiedzi to:
a) nikt /wersja optymistyczna/;
b) ci, którzy wierzą w innych bogów /wersja pesymistyczna, ale tylko pozornie, bo przecież inni bogowie albo nie istnieją, albo są gorsi od naszego boga, więc nie mają szans/.  
Jest oczywiście jeszcze trzecia odpowiedź, skrzętnie skrywana przed gawiedzią, mianowicie:
c) ci, którzy wierzą w naszego boga! Jedno spojrzenie na historię naszego kontynentu i już widzimy morze krwi i łez przelanych przez wyznawców tego samego boga zarzynających się zaciekle przez stulecia z boskim imieniem na ustach.
Ale wracając do adremu. A jak nie jest fajnie i po mojej myśli? To zaraz znajdzie się man in black, który wyjaśni, że wszystkie nieszczęścia są częścią Niepojętego Boskiego Planu, który i tak wyjdzie nam na dobre, a aktualnie jest próbą naszej wiary. Z tym, że przepraszam. Mam rozumieć, że ktoś w imię jakiegoś N.B.P. zamordował 96 osób, żeby sprawdzić, czy reszta wierzy? To jaka jest prawidłowa odpowiedź na ten test? Czy jeśli reszta wierzy, to ci zamordowani zostaną wskrzeszeni, czy zostana wskrzeszeni, jeśli okaże się, że reszta nie wierzy? Ciekawy sposób zdobywania popularności, nie powiem.

6 komentarzy:

green_emili pisze...

Szamanie, bardzo, ale to bardzo - dziękuję Ci za ten wpis.

Rozsądek zawsze jest w cenie.
Właśnie zyskałeś sobie mój Dozgonny Szacunek.

- e.

Szaman Galicyjski pisze...

Mmmm, puchnę z dumy, dziękuję! ale czemu jesteś blue a nie green?

green_emili pisze...

... życie Szamanie, życie...można czasem zsinieć z wrażenia :D

Szaman Galicyjski pisze...

jesoo! to Ci wrazili chyba w drogi oddechowe ;-)

green_emili pisze...

Poniekąd ;)

magbod pisze...

szamania pelen szacun, jak mawiaja moi siostrzency. wyraziles dokladnie wszystko to co czulam a niepotrafilam tak zrozumiale ubrac w slowa. dzieks.