sobota, 12 grudnia 2009

Szaman Galicyjski i sprawy beżowych ciąg dalszy

Wrócę na moment do beżowych, bo to jest ciekawy temat.

Kiedyś słyszałem taki dowcip-zagadkę: jaka jest różnica pomiędzy turystą a rasistą? Prawidłowa odpowiedź: dwa tygodnie. Ha, ha, jaki dowcip. Do czasu, aż przyszło mi z nimi pracować.

Sytuacja z dyżuru: druga w nocy, telefon, charakterystyczny akcent pewnego subkontynentu.
- Szamanie, czy mógłbyś przyjść szybciutko na oddział chorób jak najbardziej wewnętrznych, bo chora cierpi.
Pędzę. Znaczy to, że wciągam na siebie coś ciepłego, potem coś oddeszczowego i przez zamieć i marznącą mżawkę pędzę do szpitala. Tam czeka na mnie dwójka ciemniejszych niż normalnie i z bólem w ciemnych oczętach o kształcie migdałów, zaczyna na wyprzódki tłumaczyć mi, że muszę, że życie ludzkie, że natychmiast.
- Dobra, przerywam im - co natychmiast?
- No, natychmiast trzeba zrobić punkcję lędźwiową.
- Czemu nie może poczekać do rana? Teraz przyjęta?
- Nie.
- Teraz.

Dwie sprzeczne odpowiedzi to czasem całkiem dobra odpowiedź.
Pacjentka leży już w zabiegowym, ciasnym jak kajuta w łodzi podwodnej. Ruszyć się trudno. Pytam, jak się czuje, co u niej słychać, "mama czy zdrowa? ciotunia? domowi?". Miła kobiecina, trochę przerażona zabiegiem, ale kontakt nawiązany, nie jest źle. Beżowa młodzież wyszła, bo jej ciasno, a ja dalej nawijam do pacjentki i nursy, co przyszła, bo chociaż chora ma ze sto lat, to przecież sam na sam z obcym mężczyzną pozostawać jej nie wolno. W dodatku z gołymi plecami.

Na marginesie dodam, że sztuki, jakie wyczyniają nursy tutejsze, żeby chorego nie odsłonić są przekapitalne i warte specjalnej opowieści. Szkoda, że zdjęć nie robiłem, było by na co popatrzeć.

I pacjentka zeznała dobrowolnie, choć z igłą w plecach, że na punkcję czekała od przedpołudnia, kiedy to konsultant zlecił i poszedł, a beżowe towarzystwo miało zrobić. Z tym, że im się generalnie nie chciało, więc ranny zwalił na popołudniowego, a popołudniowy zostawił nocnym. Nocni, jako że rano dopadnie ich konsultant i zapyta o wynik punkcji, wpadli w panikę (najpierw) i na dobry pomysł (potem), żeby nałgać anestezjologowi, że natychmiast i w ogóle. A ja, że pracowałem dopiero dwa miesiące, dałem się wyrobić jak g...o w betoniarce.

Inny dyżur, inny szpital, inni beżowi. W środku dnia telefon, czy mógłbym założyć wkłucie u pacjenta na Oddziale Chorób Makabrycznych, bo trzeba go nawadniać intensywnie, a wkłucia nie ma. Żeby na dłużej starczyło miało to być tzw. median line, czyli taki dłuższy cewniczek, ale zakładany obwodowo, w okolicy łokcia. Poszłem*). Obluknąłem pacjenta, zacząłem gromadzić sprzęt. Gaziki, rękawiczki, obłożenia, opaskę itepe. Wtem pipcy mi blip. Dzwonię na blok operacyjny - przyjdź szybko, mamy problem z oddechem u pacjenta, nie marudź. Pobiegłem, służba nie drużba, rzuciwszy "tylko mi tu niczego nie ruszać". Z piętnaście minut mi zeszło, ale skończyło się dobrze. Pacjent oddychał wydolnie, różowiał postępowo, można go było nursom zostawić. Wracam na te Choroby Makabryczne, zbieram przygotowany sprzęt i zderzam się z ichnim konsultantem, bielutkim jak na Irlandczyka przystało.
- Ha, Szaman, co tu robisz?
- Ano, idę założyć median line. Twoi młodzi mówili, że prosiłeś.
- Oni prosili? Ja IM kazałem założyć, a oni ciebie...?
Tu sczerwieniał, nadął się, wyrwał mi tackę ze sprzętem i popędził ku owym młodym beżowym, a mnie dobiegły tylko wrzaski z melodyjnym irlandzkim akcentem, oraz słowa, których w dobrym słowniku nie znajdziecie.

Od tego czasu kiedy wzywali mnie beżowi zawsze rozmowę zaczynałem od: "a czy twój konsultant już przyjechał czy jeszcze jest w drodze?"

Filozofia tych ludzików jest prosta: ja robię cię w konia, jak się nie dasz, toś gość, a jak się dasz, toś gupek i twoja wina. Jeśli więc uda ci się złapać beżowego na wrabianiu cię w betoniarkę, to nie masz co liczyć na jakieś "przepraszam", co to, to nie. Ot, udało ci się tym razem, ale nie licz, że przestanę próbować.

______________________
*) bo było blisko

8 komentarzy:

Anonimowy pisze...

No coś takiego o_O To po kiego grzyba tambylcy i zatrudniają i u kogo ci beżowi się uczą?
Kurczę blade, przecież ich zatrudnianie=krzywda pacjenta, grrr. nika

Szaman Galicyjski pisze...

Tubylcy mają wszechogarniający kompleks byłych kolonii. Wbija im się do główek, że zrobili be i muszą to naprawić. Równolegle wbija się to do główek małych beżowiątek i stąd ich wygórowane żądania i pretensje.

Anonimowy pisze...

O kurcze, to dobrze, że Polska nie miała kolonii :) Szykował się podobno Madagaskar, ale nie wyszło. Ale byśmy dziś z nimi (tambylcami) mieli, że ja cież pazdrawliaju... Oni też jacyś tacy lekko opaleni są (u Cejrowskiego widziałam) :)
teta

Anonimowy pisze...

Może trochę nie kumam, ale kim są beżowi? Tubylcy?
Lena

green_emili pisze...

Masz chłopie zdrowie.

A ja myślałam, że beżowi medycy tak nie robią i że kombinują warstwy mniej wykształcone.

Faktycznie oni coś mają w mentalności i genach.

Pozdrawiam
-e.

Szaman Galicyjski pisze...

@ Lena: beżowi to przedstawiciele rasy bardziej opalonej niż my, o beżowym (bo nie czarnym) odcieniu skóry. Głównie pochodzą z Indii, Pakistanu, Sri Lanki.

Anonimowy pisze...

Rozumiem Cię Szaman, nawet nie wiesz, jak bardzo:)

Próbując cokolwiek u koloru tego wyżej wymienionego wyegzekwować lub chociażby wyjaśnić, czemu coś zostało spierniczone, wiecznie słyszę: "GoS nie wiem, o co chodzi, przecież ewryting is najs". Gdy słyszę to 'ewryting is najs' (akcent kto słyszał, ten w nocy o północy pozna), myśli mam niegodne chrześcijanina.

A w ogóle, to jestem tolerancyjna...naprawdę jestem:D

GoS

Szaman Galicyjski pisze...

Gos, bo u nich tak ma być. Nice. Nie dobrze, nie na czas, tylko nice. I to szczere (?) zdumienie w oczach, że ktoś może mieć wqrwa. I wrabianie we wszystko innych, unikanie decyzji lub podejmowanie jej kolektywnie.

green_emili: to są geny, albo wychowanie, nie ma znaczenia poziom wykształcenia.