Podobnie jak Abnegat miałem dać to do komentarzy na jego blogu, ale się rozbudowało zbyt i jest tu.
UWAGA! tekst zawiera treści brutalne, osoby o wrażliwych sercach lojalnie o tem ostrzegam.
Jak słusznie, Abi, powiedziałeś w swoim komentarzu, wszyscy płacimy*) "podatek na leczenie" szumnie zwany "ubezpieczeniem zdrowotnym". W ramach tego podatku mamy zagwarantowane, że w razie choroby zostaniemy przyjęci u lekarza lub do szpitala i otrzymamy należną, acz wynikającą z zasobów finansowych szpitala, pomoc. Wysokość opłacanej "składki" nie ma tu najmniejszego znaczenia. Podatek ten pobiera od nas Instytucja Państwowa, pod groźbą kar różnistych a dotkliwych. Wiem, że z racji zawodu (czyli wielu lat ciężkiej pracy na studiach i potem) stoję po tej stronie średniej, że to ja dopłacam do leczenia innych, a nie mnie dopłacają. Rozumiem pojęcie "solidarność społeczna" i wiem, że nie ma nic wspólnego ze "sprawiedliwością społeczną". Rozumiem, że gdybym zamiast płacić składki do ZUS wkładał je na konto to stać by mnie było na coroczną operację zastawek w sercu lub "balonikowanie", a i tak zostałoby mi na niezłe wakacje. Jednak jako obywatel rozumiem potrzebę wspomożenia tych, którzy są po drugiej stronie średniej. Z drugiej strony jako obywatel Państwa ściągającego ode mnie haracz mam również prawo po pierwsze wiedzieć jak ta kasa jest wydawana i po drugie dlaczego otrzymuję za nią to samo, co Menel Nicniepłacący (niezależnie z jakiego powodu nie płacący). Mam też prawo domagać się, aby moje-nasze pieniądze były wydawane według jakiejś, jasno określonej przez owo Państwo, zasady-umowy. Nie mam wpływu na treść tej zasady, ale chcę ją znać i chcę, by była przestrzegana. Jeśli zatem ktoś wydaje je niezgodnie z tą umową, domagam się od Państwa (jako powiernika pieniędzy) aby jego inne Instytucje - prokuratura i sąd - skopały temu komuś przykładnie tyłek. To jest prosta, jak futerał na cepy, zasada ogólna. Są pytania?
Tyle co do prawa.
Teraz co do emocji. Ty wyciągasz sprawy szczegółowe. Że akurat ta pani doktór to, a ktoś inny tamto. Że zaoszczędziła więcej niż ukradła. Że nie dla siebie. Skarcony przez Jolę, że trzeba więcej o sprawie wiedzieć, nie wypowiadam się. Ale nazywam złodziejem dlatego, że ktoś kradnie, niezależnie czy 500,- czy 5,- złotych i niezależnie czy dla siebie czy dla cioci.
Trochę danych z historii, młodzieńcze. ;-)
Kiedy zaczynałem pracę w moim szpitalu pracowałem na aparacie do znieczulenia wyprodukowanym w 1936 roku w Amsterdamie (firma Loos & Co.) i znieczulałem eterem. D-tubocurarynę zobaczyłem w trzecim roku pracy, przedtem była kapana skolina w kroplówce. Monitorowanie? Dwupalcowo-oczne - dwa palce na tętnie chorego i gały wlepione w co tam było widać spod szmat, czy aby nie siny. Jedyne dwa monitory (tylko ekg) były na sali R, a jedyna dyżurująca tam nocami pielęgniarka zostawiała chorych i szła na blok operacyjny, kiedy trzeba było operować, bo była tylko jedna. Widziałeś Relog w działaniu? Mieliśmy na cały szpital trzy.
Pewnego lata w latach osiemdziesiątych, konkretnie w sierpniu, w moim liczącym 625 łóżek szpitalu zostało DWOJE anestezjologów - koleżanka i ja. Przez cały miesiąc pracowaliśmy na okrągło - 32 godziny pracy, 16 godzin wolne. I od nowa. Mamy pięć sal operacyjnych, trzy zabiegowe i sześć łóżek na OIT. Zdarzało się, że znieczulałem na trzech salach jednocześnie. Byłem nawet z siebie dumny, że tak udało się zorganizować pracę, że nie było wyraźniejszych przestojów.
Polska była kiedyś odbiorcą darów z Zachodu, także sprzętu medycznego. Najgorsze były jednorazowe strzykawki z Anglii. Po dziesiątej sterylizacji tłok zupełnie się rozpadał i były do wyrzucenia.
Zgroza i Har-Magedon, tak? Rany boskie! Kto pozwolił!? Nie widzisz związku ze sprawą pani doktór? A on jest.
Wspólnym mianownikiem tych wszystkich spraw jest - passe moi le mot - obcieranie dupy szkłem.
Bo wy zawsze sobie poradzicie..., bo przecież powołanie..., bo ludzkie zdrowie i życie. I naciągaliśmy sobie dupę za dwadzieścia groszy, żeby jedną strzykawką obsłużyć pięciu chorych, żeby znieczulać na antykach i lekami z demobilu, żeby jeden pracował za dwóch lub trzech. Bo to, wicie, rozumicie, mało pieniędzy, mało ludzi, cza se radzić. Zamiast ten zas...tany system zmieniać, my sztukowaliśmy go własnym ciałem, czasem, zdrowiem psychicznym i kombinatoryką. Młody jesteś, ale może znasz z opowiadań.
Dziś już nie jestem taki pewien, czy wtedy robiłem słusznie. Bo w 1997 roku, zdawało by się nagle i niespodziewanie, wybuchł strajk anestezjologów. I co? Pan Minister Zdrowia i wszelkiej pomyślności nagle(!) znalazł w szufladzie standardy co do ludzi i sprzętu, znalazł pieniądze na realizację tych standardów, i pracowałeś, mam nadzieję, w innym świecie. Bo, qurna, trzeba czasem uderzyć pięścią w stół.
A skutkiem działań takich, jak pani doktór jest to, że nadal nikt nie zajmie się systemowo tymi menelami. Bo po co? Zawsze znajdzie się jakaś dobra dusza, co złamie prawo, wypisze receptę i będzie git. Można nawet na to przymknąć oko (z początku). W końcu co się ciskać o parę groszy? I system pozostaje bez zmian. A gdyby tak, zamiast artykułów o janosikowej dochtórce, w codziennej prasie pojawiały się artykuły o znalezionym menelskim trupie? Tak co drugi dzień, na przykład. Z porządnym dziennikarskim śledztwem, czemu do tego doszło? I z tymi wyliczeniami, które tak dziarsko przedstawiłeś, co taniej, co drożej? I z nazwiskami odpowiedzialnych za to urzędników lub posłów czy innych starostów. Nie ma czasu, kto będzie za tym chodził? Trzeba działać dziś, już. Zgadzam się, paru pacjentów pani doktór umrze zanim coś się zmieni. Ale czy w przeciwnym razie będą żyli wiecznie? Znowu mamy obetrzeć dupę szkłem? Pomagajmy w ramach istniejącego systemu, jeśli system nie działa - zmieńmy system. Może przy takim podejściu zaczniemy bardziej zwracać uwagę na to, co mówią kandydaci w czasie wyborów? Zaczniemy ich potem rozliczać? A nie będziemy stać i narzekać i ignorować system, wyrywając gdzieś tłuste kąski na własną rękę. Czas dorosnąć?
Kiedy się rodzimy nikt nie daje nam gwarancji, że nasze życie będzie radosne, a my zawsze młodzi, piękni i bogaci. Byli, są i będą wśród nas starzy, chorzy, słabi, samotni. I są też społeczeństwa, które dawno wymyśliły co z nimi robić. Są organizacje pożytku publicznego. Chcesz pomóc? Wpłać na ich konto swój**) 1%. One na pewno lepiej go wykorzystają niż Państwo. A ponadto co roku publikują wyniki i rozliczenia finansowe. Nie ma tam marmurów i limuzyn. Możesz sprawdzić, co się z tym procentem stało. I dać więcej, lub dać komu innemu. Mało? Pomóż jako wolontariusz, hospicja czekają. Nie lubisz instytucji? Pomóż komuś w okolicy, sąsiadce, znajomej. Zawsze kogoś znajdziesz.
I będzie to zarówno prawnie jak i moralnie czyste.
_________________________
*) oj, naiwny, naiwny
**) podkreślam swój